- To logiczne. Musi siedzieć obok mnie. - odpowiedział Patrick ciężko wzdychając.
- Nah, dzisiaj wyjątkowo nie mam przez ciebie takiej miny. - powiedział Ed, zaskakując tym samym nawet Charliego, który zakrztusił się pitą przez siebie whiskey.
- Ooo, postanowiłeś zaakceptować wszystkich gejów w Ameryce? - spytał Patrick.
- Nie, staram się zacząć ich ignorować, ale nie za bardzo mi to wychodzi, bo obok mnie siedzi jeden z nich. - odgryzł się mężczyzna.
- Stary poczciwy Ed wrócił. - mruknął Charlie.
- Powiedziałeś stary? - rzucił mu mordercze spojrzenie.
- Powiedziałem też poczciwy, ale tego twoje stare uszy nie wychwyciły. - odparł terapeuta odstawiając whiskey na stolik. - Wybaczcie, to ta whiskey. Ed, opowiadaj dlaczego masz taką minę.
- On tak wygląda. - powiedział sarkastycznie Patrick.
- Geje powinni mieć zakaz używania sarkazmu. - odparł Ed.
- Według ciebie geje powinni mieć zakaz robienia wszystkiego. - sprostował Patrick.
- Co racja to racja. - mruknął. - W każdym razie jestem zły, bo moja żona znalazła sobie nowego faceta.
- Twoja była żona. - powiedział Charlie. - Nie jesteście już małżeństwem.
- Taa, nie musisz mi przypominać. Codziennie robi to sąsiadka z dołu, która chce się ze mną umówić. - odpowiedział Ed.
- A co, też ma 102 lata? - odezwała się Lacey ze swoim słodkim uśmieszkiem.
- Prostytutki też powinny mieć zakaz robienia wszystkiego, szczególnie ubierania się jak dziwki. - powiedział mężczyzna patrząc na dziewczynę z odrazą, która próbowala udawać, że ją to nie zabolało.
- Patrick, rzuć czymś sarkastycznym. Może to mi poprawi humor. - powiedziała Lacey unosząc dumnie głowę.
- Znajdziesz kiedyś kogoś tak samo porządnego jak ty. - rzekł chłopak.
- Dzię... hej! Coś sarkastycznego o Edzie! - powiedziała dziewczyna.
- Spokój. - powiedzial Charlie, ale bez przekonania, gdyż jego whiskey była zbyt dobra, aby się przejmować grupą. - Skąd wiesz Ed, że twoja ex żona ma kogoś?
- Wstawiła zdjęcie na facebooka z podpisem "mam kogoś". - odparł jakby to było najbardziej oczywistą rzeczą na świecie. - Jest włochem i ma 24 lata.
- Uuu, wymieniła cię na nowszy model. - zaświergotał Patrick.
- Oo, wlaśnie o coś tak sarkastycznego mi chodziło. - pochwaliła go Lacey.
- Nikt nie chce usłyszeć co zdarzyło się w mojej pracy? - zapytał Nolan, najwyraźniej przybity faktem, że nikt nie zwraca na niego uwagi.
- Nie! - krzyknęli wszyscy równo, na co spuścił głowę.
- A gdybym wam zapłacił? - zapytał resztkami nadziei. Reszta zaczęła się zastanawiać poważnie, aż w końcu Lacey spytała:
- Ile?
- Nie! Nikt nie będzie płacił dodatkowych pieniędzy za wysłuchanie problemów Nolana. - powiedział Charlie. - Posłuchamy go za darmo. - dodał.
- Ej, przecież tobie płaci. - zauważyła Lacey.
- Jestem jego terapeutą. Wszyscy mi zresztą płacicie. Myślicie, że traciłbym wolny czas na was? - zapytał prychając pod nosem.
- A co z moją żoną? - odezwał się Ed.
- Twoją ex żoną. - podkreślił Charlie. - Musisz pamiętać, że nie jesteście już razem po tym jak ją zostawiłeś.
- Przez niego. - Ed wskazał palcem na Patricka, który zrobił oburzoną minę. - Wracając do mojej żony, muszę sprawić, aby była o mnie zazdrosna.
- Z tym wyglądem? Powodzenia. - rzucił Patrick uśmiechając się dumnie.
- Wy geje, kiedyś zapłacicie za całe zło tego świata. - powiedział Ed grożąc palcem chłopakowi, który udał, że się tym przejął.
- Czy mogę już mówić? - Nolan podniósł rękę.
- Najpierw ja. - przerwał mu Patrick. - A więc Andy uważa, że brzydko pachnę. - poskarżył się, zakładając ręce na klatkę piersiową.
- Już go lubię. - powiedział Ed śmiejąc się.
- Powiedział ci to? - zapytał Charlie.
- Nie wprost, hello. Między wierszami. - Patrick ściszył głos. - Kupił mi dezodorant.
- Może chciał ci zrobić prezent? Nie możesz doszukiwać się we wszystkim podtekstów. - powiedział Charlie. Chłopak westchnął.
- Może masz rację i za bardzo się tym przejmuje.
- Kto to Andy? - Lacey zmarszczyła brwi. - Czy to nie striptizer zza rogu, który jest mi winny 50 $? Jeżeli ta, to powiedz mu, że każdego dnia naliczam odsetki w wysokości 100 $. Więc trochę kasy mu się nazbierało.
Patrick przewrócił oczami.
- Andy pracuje jako kelner. Po za tym jest zbyt nieśmiały na bycie striptizerem, choć nie twierdzę, że się do tego nie nadaje.
- Aha, czyli jest twoim dziwkarzem? - mruknął Ed. Patrick zmrużył oczy patrząc na niego.
- Nie wypowiadaj się w ten sposób o moim przyszłym mężu. - pogroził mu palcem.
- Co? Powiedziałeś o swoim przyszłym pomiataczu? - zakpił Ed, a Patrick zacisnął dłoń w pięść, ale w porę odezwał się Nolan krzycząc:
- Czy teraz ja mogę coś powiedzieć?!
- Przepraszamy cię Nolan, ale skończył nam się czas. - powiedział Charlie zerkając na zegarek. Tak naprawdę mieli jeszcze kilka minut, ale bardzo stresował się przed spotkaniem się z Kate. Nie widzieli się tak długo. Zapomniał już jak wyglądała nago. Tyle dziewczyn spotkał w swoim życiu, że trudno spamiętać wygląd każdej.
- O nie! - jęknął chłopak. - Muszę zapłacić za sesje na której nawet nie miałem okazji porozmawiać.
- Cóż, jak widzisz świat nie jest sprawiedliwy. - rzekł Charlie. - Spotykamy się jutro. Do zobaczenia.
Gdy Ed miał wychodzić, Lacey złapała go za ramię i powiedziała:
- Okej, mogę ci pomóc z żoną. - stwierdziła.
- Naprawdę? - zdziwił się.
- Oczywiście nic za darmo. - przewróciła oczami. - Zapłacisz mi 500 $ za tego cholernego striptizera i będziemy kwita. Zrobimy sobie parę fotek, a twoja żona będzie się skręcać z zazdrości.
- Jesteś strasznie drogą prostytutką. - powiedział Ed. - Ale dobra, niech ci będzie. Zapłacę ci.
- Serio? - zaświergotała dziewczyna.
- Tak, pod warunkiem, że zrobisz w s z y s t k o co ci powiem. - uśmiechnął się szeroko.
- Zgoda. Za tyle kasy mogę zrobić wszystko. - powiedziała radosnym tonem, jeszcze nie wiedząc, na co się pisze.
*
Tymczasem Charlie wszedł do kuchni, gdzie przy stole już siedział Sean i jadł płatki z mlekiem. Kiedy zobaczył Charlie'go powiedział z pełnymi ustami:
- Nie pójdziesz na spotkanie z Kate.
Cgarlie przewrócił oczami.
- Nawet jej nie znasz.
- Ale wiem jak po niej płakałeś. Przez pierwsze trzy dni siedziałeś zapłakany pod moimi drzwiami, mówiąc, że jest zdzirą. - przypomnial mu Sean.
- Wcale nie! - krzyknął Charlie.
- Owszem, płakałeś przed moimi drzwiami. - zaznaczył jego przyjaciel.
- Chodziło mi o fakt, że nie nazwałem jej zdzirą.
- W każdym razie pójście na spotkanie z nią, nie jest dobrym pomysłem. - odparł Sean. Charlie wyjął z lodówki piwo, mówiąc:
- I tak mnie nie złapiesz.
I zanim Sean mógł w jakikolwiek sposób zareagować, Charlie już wybiegł z domu.
Charlie siedział przed gabinetem Kate i zestresowany czekał, aż ktoś wyjdzie. Uważnie obserwowała go pewna staruszka, który rzucała mu mordercze spojrzenia, jakby był intruzem tutaj. Charlie w końcu zauważył jej wzrok i zmarszczył brwi.
Charlie siedział przed gabinetem Kate i zestresowany czekał, aż ktoś wyjdzie. Uważnie obserwowała go pewna staruszka, który rzucała mu mordercze spojrzenia, jakby był intruzem tutaj. Charlie w końcu zauważył jej wzrok i zmarszczył brwi.
- Coś nie tak? - zapytał.
- Teraz moja kolej. Znam takich jak ty i nie wepchasz się przede mną. - powiedziała z uniesioną dumnie głową.
- Słuchaj no... paniusiu. - Charlie wyciągnął przed siebie palec. - Mam do załatwienia bardzo ważną sprawę i nie pozwolę, aby taka... starsza pani ze sztuczną szczęką decydowała kiedy mogę wejść. Wchodzę zaraz po osobie, która stąd wyjdzie i nic na to nie poradzisz. - po tych slowach zaśmiał się złowrogo.
- Zobaczymy co powie na to Kate. - powiedziała staruszka.
- Tak się składa, że mam u niej fory. - pochwalił się Charlie.
- Jakie fory? Bo sypialiście ze sobą? - prychnęła. - Teraz nie chce cię znać.
Charlie zmrużył oczy.
- Czy wszyscy o tym wiedzą?! - zapytał podniesionym głosem i spojrzał na recepcjonistę, który spuścił głowę. Mężczyzna przewrócił oczami. - Może i sypialiśmy ze sobą, ale łączyła nas poważna więź.
- Proszę cię. - odezwał się recepcjonista, a widząc spojrzenie Charlie'ego ponownie spuścił głowę.
- Zobaczymy co na to Kate. - powiedział patrząc na staruszke, która wzruszyła ramionami.
- Zobaczymy. - powtórzyła.
W tym momencie drzwi się otworzyły i wyszła kobieta w średnim wieku. Kate stała przy drzwiach, widząc Charliego, przewróciła oczami. Tymczasem on wstał szybko z siedzenia i podbiegł do niej.
- Kate, musimy porozmawiać to ważne. - powiedział.
- Byłam w kolejce. - odparła staruszka.
- Proszę zaczekać pani Johnson. To i tak nie potrwa długo. - rzekła Kate.
- Nie wątpię. - mruknęła staruszka cichocząc pod nosem.
Kiedy Charlie znalazł się w środku, Kate trzasnęła drzwiami i założyła ręce na klatkę piersiową.
- Czego chcesz? - zapytała ostrym tonem. Charlie zmarszczył brwi.
- Chcesz rozmawiać w ten sposób? - spytał.
- Długo zamierzasz tu zostać?
- Czyli jednak chcesz. - mruknął pod nosem, a potem zajął miejsce na kanapie. - Przyszedłem bo... wyjechałaś bez slowa wyjaśnienia i zostawiłaś tylko list. Naprawdę chciałaś odnaleźć siebie w Indiach? To był twój cel?
- Zamierzasz tu zostać wieczność? - zmieniła temat.
- Kate, porozmawiajmy jak dwójka dorosłych ludzi. - poprosił Charlie.
- Rozmawiamy. - odpowiedziała jakby to było oczywiste i zajęła miejsce na fotelu. - Długo jeszcze chcesz rozmawiać? - zapytala zerkając na zegarek. - Mam klientkę. - zaznaczyła.
- Bardzo wredną klientkę. - powiedział, wzdrygając się na samo wspomnienie staruszki. - Kate, wyjechałaś bo zaczęło się robić poważnie między nami i ja to rozumiem. Naprawdę.
- Wyjechałam bo nie potrafiłeś mnie słuchać, tak jak teraz. - powiedziała podwyższonym tonem, akcentując każde słowo.
- Oh, bo jesteś jakimś pieprzonym wyjątkiem! - krzyknął Charlie, zdenerwowany już upartością Kate. - Każda kobieta marzy o rodzinie i szczęściu, dlaczego ty nie możesz?
- Nie jestem 'każdą'. - powiedziała wyraźnie oburzona, że mógł tak pomyśleć. - Jestem Kate.
- Tak, wiem. Przepraszam. - mruknął Charlie. - Więc, dlaczego wróciłaś?
- Na pewno nie dla ciebie. - prychnęła. - Ahmed chciał.
- Ahmed? - zmarszczył brwi. - To twój adoptowany syn z Indii?
- Ahmed to mój narzeczony. - pochwaliła się pokazując mu pierścionek zaręczynowy na palcu. Charlie wpadł w śmiech, a zaraz potem spoważniał.
- Aha, mówisz serio. Sorry. - powiedział nadal rozbawionym tonem. - I gdzie się poznaliście?
- W Indiach. Ahmed uczęszczał na te same zajęcia z jogi.
- I wcale nie zaręczyłaś się z nim, aby zapomnieć o mnie? - powiedział wesoło. Kate zmrużyła oczy.
- Łączy nas prawdziwa więź.
- Przed chwilą mówiłaś, że jesteś 'Kate' nie 'każda'. - Charlie pokazał to na palcach.
- Skończył się czas. - powiedziała wskazując na zegarek. - Mam klientkę, więc wyjdź z łaski swojej. - pokazała palcem na drzwi.
- Ahmed, co to za imię? - Charlie nadal się z niego nabijał. Nie wierzył, że jego i Kate łączy prawdziwy, silny związek. Czuł, że musi stać za tym coś więcej.
***
Ed przyszedł do domu Lacey porobić zdjęcia. Miał już na nie pomysł, ale nie był pewien, czy dziewczyna się na to zgodzi. Jednak zapłacił jej, więc miał nadzieje, że to zrobi. Lacey otworzyła mu w samym szlafroku.
- Zastałem cię z klientem? - zapytał wchodząc do środka. Dziewczyna przewróciła oczami.
- Nie, staruszku. To część naszego planu. - odpowiedziała po czym zdjęła szlafrok. Była w samej bieliźnie.
- Wow. - wydukał gdy ją zobaczył pół nagą.
- Tak, wiem mam zajebiste ciało. - machnęła nie dbale ręką. - A teraz przejdźmy do rzeczy. - dodała. - Stanę obok ciebie i obejmę cię ręką, mogę udać, że liżę ci ucho jeśli to poprawi ci humor.
- Mam lepszy pomysł. - powiedział Ed zacierając ręce.
- Jaki? - zapytała Lacey, jeszcze nie rozumiejąc co on chce zrobić.
- Pójdziesz ze mną do łóżka. - odpowiedział z szerokim uśmiechem. Lacey otworzyła szeroko oczy.
- Śnisz, staruszku. - odparła.
- Przecież nie naprawdę. - machnął nie dbale ręką. - Będziemy udawać. Ty się rozbierzesz od góry do dołu i zrobimy parę gorących fotek. Weźmiemy też bitą śmietanę.
- A to do czego? - dziewczyna założyła ręce na biodra.
- Zobaczysz. - powiedział wesołym tonem.
- Nie zrobię tego, nie ma mowy.
- Pamiętaj, że ci zapłaciłem. - przypomniał jej.
- Okej, nie oddam ci pieniędzy, ale nie zgadzam się na to.
- Pójdziesz ze mną do łóżka. - odpowiedział z szerokim uśmiechem. Lacey otworzyła szeroko oczy.
- Śnisz, staruszku. - odparła.
- Przecież nie naprawdę. - machnął nie dbale ręką. - Będziemy udawać. Ty się rozbierzesz od góry do dołu i zrobimy parę gorących fotek. Weźmiemy też bitą śmietanę.
- A to do czego? - dziewczyna założyła ręce na biodra.
- Zobaczysz. - powiedział wesołym tonem.
- Nie zrobię tego, nie ma mowy.
- Pamiętaj, że ci zapłaciłem. - przypomniał jej.
- Okej, nie oddam ci pieniędzy, ale nie zgadzam się na to.
***
- Patrick, to że dostałeś od Andy'ego perfumy wcale nie znaczy, że dał ci jakąś aluzję. - powiedział Charlie, gdy wszyscy siedzieli na sesji.
- Wy hetero, nie wiecie co to aluzje. - odpowiedział.
- Ale wiemy co to trzeźwe myślenie. - wtrącił Ed.
- Tak, po za tym Andy o ciebie dba. O mnie żaden facet nie dbał. A nie, raz jeden Irlandczyk kupił mi bieliznę, ale to dlatego, gdyż chciał ją ze mnie zerwać, więc nie wiem czy to się liczy. - powiedziała Lacey. - Mogę mówić teraz ja?
- Proszę. - wskazał na nią Charlie.
- Ed chce iść ze mną do łóżka. - powiedziała, czym zaskoczyła wszystkich. Charlie nawet zakrztusił się pitym piwem.
- Chyba się nie zgodziłaś, co? - zapytał Nolan. - Boże, mój koszmar się spełnia.
- Oczywiście, że nie! Za kogo wy mnie macie? - spojrzała na nich, a oni nie odpowiedzi, tylko spuścili głowy. - Nie ważne. - machnęła ręką. - To miał być czysty układ, a on mi składa niemoralne propozycje.
- Ależ to jest układ! Po za tym jesteś prostytutką powinno ci być wszystko jedno z kim i gdzie. - rzekł Ed.
- Nie jestem prostytutką! - zaprzeczyła Lacey.
- Ale ubierasz się tak, a to równoznaczne z byciem prostytutką. - odpowiedział Ed.
- To jest molestowanie! - krzyknął Nolan. - Charlie, uważam, że powinniśmy to zgłosić.
- Zapłaciłem jej! - bronił się mężczyzna.
- Tak, to prawda zapłacił mi. - pokiwała głową dziewczyna.
- Ed i Lacey zapewne mówią o zdjęciach, które mieli zrobić, aby żona Eda była zazdrosna. - powiedział Charlie do Nolana.
- To bez znaczenia! Lacey, nie rób nic na co nie masz ochoty! - powiedział chłopa do dziewczyny, która przewróciła oczami.
- Właśnie teraz nabrałam ochotę. - powiedziała Lacey unosząc dumnie głowę.
- Przeze mnie? Dlaczego? - jęknął Nolan.
- Bo, gdybym tego nie zrobiła wyszłabym na porządną Lacey, a przecież każdy wie, że jestem zdzirowatą Lacey. - odpowiedziała dziewczyna, jakby to było oczywiste. - Dzięki Nolan, że mi to uświadomiłeś. - dodała uśmiechając się słodko.
- Taa, nie ma sprawy. - jęknął chłopak.
- Dopłacę ci nawet 50 $. - powiedział Ed.
- Oo, fajnie. Kupię sobie breloczek do torebki. - powiedziała Lacey.
- Dobra, koniec sesji na dziś. Wujek Charlie ma kilka spraw
do załatwienia. - powiedział wstając z fotela.
- Wróciła Kate i dowiedziałeś się, że zaręczyła się z
Ahmedem? - zapytał Patrick.
- Skąd wiesz? - zdziwił się Charlie.
- Zaprosiła nas na jej przyjęcie zaręczynowe. -
odpowiedział.
- Was wszystkich? - spytał, a gdy kiwnęli głowami,
powiedział: - Cóż, ja nic o tym nie wiedziałem.
- Nie martw się. Tak to bywa z byłymi. - powiedział Nolan,
klepiąc go po ramieniu.
- Jestem pewien Nolan, że wiesz o tym jak nikt inny. -
odparł Charlie.
***
- Kate ma nowego narzeczonego, rozumiesz?! - powiedział
Charlie chodząc po salonie zdenerwowany. Sean siedział na kanapie i jadł czipsy
oglądając mecz.- Jak mogła mi to zrobić? Nie dość, że wyjechała jak ostatnia
lafirynda to w dodatku przyprowadza ze sobą jakiegoś Ahmeda! Sean, czy ty mnie
w ogóle słuchasz? - zapytał Charlie patrząc na niego. On kiwnął głową.
- Mówiłeś coś o Kate i Ahmedzie. - odpowiedział. - A tak w
ogóle kim jest Ahmed?
Charlie przewrócił oczami.
- Narzeczonym Kate! - wykrzyknął zdenerwowany.
- Mówiłem, żebyś do niej nie szedł. - przypomniał mu Sean. -
Ale jak zwykle nie posłuchałeś.
- Tak, tak bla bla bla. - mruknął, siadając obok niego na
kanapie.
- Jesteś pewien, że Kate nie chce ci zrobić Ahmedem na
złość? - zapytał Sean.
- Co masz na myśli? - Charlie zmarszczył brwi.
- No, ze zaręczyła się z nim tylko po to, abyś był
zazdrosny. - wyjaśnił.
- Masz rację! A Ahmed na pewno nawet nie istnieje! Sean,
jesteś genialny! - wykrzyknął podekscytowany Charlie. - Lecę.
- Gdzie?
- Jak to gdzie? Do Kate! - powiedział i wybiegł z
mieszkania, a Sean ciężko westchnął.
***
- I wysłane. - powiedział Ed, znajdując się w sypialni
Lacey. Ona tymczasem siedziała na łóżku okryta prześcieradłem i poprawiała
włosy.
- Sprawdź za minutę ile mamy lajków. - powiedziała.
- Jeśli cię to pocieszy po 10 sekundach mamy 5. - odparł Ed.
- Dobre i to. Cóż, nie spodziewałam się stu po zdjęciach z
tobą. - przyznała dziewczyna.
- O nie. - jęknał mężczyzna.
- Co? - zapytała Lacey odwracając się w jego stronę.
- Moja żona dodała zdjęcie z jej nowym kochasiem.
- Czyli jest online, więc na pewno zaraz zobaczy nasze. -
odparła dziewczyna uśmiechając się.
- O nie. - ponownie jęknął Ed.
- Co? - zapytała.
- Zablokowała mnie. - przyznał spuszczając głowę.
- Po tym jak dodałeś zdjęcia ze mną? - twarz Lacey się
rozjaśniła. - Ed to genialnie! Jest tak zazdrosna, że nie może znieść naszego
widoku. Wygrałeś.
- Wow, naprawdę wygrałem. - ucieszył się. - Jesteśmy dobrą
drużyną. - powiedział przybijając jej piątkę.
- Ale nadal nie jesteśmy przyjaciółmi, prawda? - upewniła
się dziewczyna.
- W życiu. - wzdrygnął się Ed.
***
Charlie wbiegł do gabinetu Kate, cały radosny i krzyknął:
- Aha! Wiedziałem!
- Że jesteś idiotą? - powiedziała dziewczyna uśmiechając się
szeroko.
- Że Ahmed nie istnieje! - powiedział dumny z siebie.
- Czyli, że jesteś idiotą. - odpowiedziała.
- Chciałaś wzbudzić moją zazdrość, to wszystko. Wiedziałem,
że nie ma osób o tak durnym imieniu.
- Oh i jesteś taki pewien, że Ahmed nie istnieje? - Kate założyła
ręce na klatkę piersiową i uśmiechnęła się zadziornie.
- Więcej niż pewien. - przyznał.
- Dzisiaj. Bar. 21:00.
- I co? Poznam manekina czy kukłę? - zakpił.
- Przyjdź to się przekonasz. - powiedziała dając nacisk na
każde słowo.
***
Patrick siedział na kanapie i oglądał telewizję, kiedy do
mieszkania wszedł Andy. Uśmiechał się.
- Kupiłem ci coś. - powiedział radośnie.
- Kolejny dezodorant? - spytał Patrick przewracając oczami i
wyłączył tv po czym wstał z kanapy.
- Nah, tym razem to szczoteczka do zębów. - odpowiedział
podając Patrickowi. - Jest elektryczna, więc będziesz szybciej mył zęby.
Chłopak oglądał ją przez chwilę, aż w końcu westchnął.
- Nie możesz mi robić takich prezentów. - powiedział w końcu
Patrick.
- Zły kolor, prawda? Wiedziałem, że coś jest nie tak. -
jęknął załamany. Patrickowi zrobiło się go żal, ale wiedział, że prawda zawsze
jest najlepsza.
- Andy, wiem, że chciałeś dobrze i doceniam to naprawdę, ale
ja odbieram to jako aluzje. - powiedział.
- Aluzje? - zdziwił
się. - Aluzje do czego?
- Dezodorant, perfumy, dla mnie to była oznaka, że nie
podoba ci się mój naturalny zapach, a szczoteczka do zębów, cóż, z ust też musi
być nie najlepiej.
Andy westchnął.
- Więc szampon też nie jest odpowiedni? - spytał wyciągając
go z torby.
- Raczej nie. - odparł Patrick.
- Cóż, myślałem, że skoro jesteśmy razem to takie prezenty
powinny być codziennością. - powiedzial lekko załamany.
- Tak wiem, trudno ze mną wytrzymać. - odparł Patrick.
- Nawet wymieniłem ci materac w sypialni, to miała być
aluzja, ale skoro ich nie lubisz... - mówiąc to Andy spuścił głowę.
W tym momencie Patrick machnął nie dbale dłonią.
- Wiesz co, jak zwykle przesadzam. Nie słuchaj mnie. Sam nie
wiem co mówię po tych terapiach. Chodźmy je lepiej wypróbować. - powiedział i
ciągnąc Andy'ego za dłoń pobiegli do jego sypialni.
***
Charlie czekał od pół godziny na Ahmeda i Kate. Miał
nadzieje, że zjawi się tylko ona, mówiąc iż mial rację i jest samotną
singielką. Siedział przy barze i popijał zadowolony drinka.
- Czekasz na Kate? - zapytała barmanka.
- Skąd wiesz? - zdziwił się Charle.
- Proszę cię. Wszyscy wiedzą, że wróciła do miasta. A skoro
wróciła to wiadome, że spotka się z tobą. Jesteście tutaj znani. - mówiąc to puściła
do niego oczko.
- Ona jako desperatka i ja jako ogier?
- Raczej ty jako dziwkarz, a ona ta z 'wyższych sfer'. -
odpowiedziała kobieta, wracając do swoich obowiązków. W tej chwili Charlie
zobaczył Kate z ciemnym facetem, zapewne Ahmedem. Mówiąc delikatnie poczuł się
urażony.
- Okej może i istnieje ten cały Ahmed, ale to nie znaczy, że
to nie jest wynajęty aktor. - powiedział, gdy podeszli do niego.
- Jesteś żałosny i nie umiesz pogodzić się z przegraną. -
odpowiedziała do niego szeptem.
- Ty jesteś Charlie Goodson? - spytał mężczyzna.
- Tak to ja. Witaj Ahmed, długo robisz w aktorstwie? - odpowiedzial Charlie podając mu rękę. Kate
szturchnęła go w ramię.
- Pracuje jako instruktor jogi. - odparł.
- Widzisz? Nie jest aktorem. - powiedziała Kate mrużąc oczy.
- Wynajęty aktor nie przyzna się do bycia wynajętym aktorem!
- powiedział Charlie.
- Ahmed, wychodzimy. - Kate złapała go za rękę i skierowali
się do wyjścia.
- W jakim serialu grasz? Może cię widziałem? - krzyknął za
nimi Charlie, śmiejąc się. Gdy barmanka rzuciła mu zdziwione spojrzenie rzekł:
- Kate próbuje mi wmówić, że to jej narzeczony.
- Przeglądałeś jej zdjęcia na facebooku? Ma ich pełno z
różnych dni z Ahmedem.
- Jest dobra. To oczywiste, że przygotowała te marną ustawkę idealnie. - Charlie
machnął nie dbale ręką. - Ciekawe ile wytrzyma. - mruknął do siebie
zadowolony.