- Mówiąc dziwną masz na myśli normalną, tylko, że ty jesteś tak bardzo dziwny, że teraz każda normalna osoba wydaje ci się dziwna? - odezwała się Lacey. Nolan spojrzał na nią jak na idiotkę, a Charlie wyjaśnił:
- Lacey powiedziała to trochę, hm cóż bez ładu i składu, ale ma rację. Po czym wnosisz, że jest dziwna? - spytał patrząc na niego. Nolan wzruszył ramionami.
- Powiedziała, żebyśmy obejrzeli serial.
- Wow, to rzeczywiście mega dziwne. Jak to przeżyłeś? - powiedziała ironicznym tonem Lacey.
- W stroju różowego królika. - odpowiedział z miną "what's the fuck?" - Kto robi takie rzeczy?! - poskarżyl się podniesionym tonem.
- Zazdroszczę ci tak dziwnego związku. - odparł Patrick. - Ja musiałem wczoraj patrzeć jak mój chłopak maluje sobie paznokcie. - dodał zdegustowany.
- Dziwisz mu się? Jest gejem! - powiedział Ed, jakby to było oczywiste, że homoseksualiści robią takie rzeczy.
- Nie każdy gej musi się malować, spójrz na mnie. - Patrick wskazał na siebie palcem. Ed zaczął poważnie mu się przyglądać.
- Czy nie kawałek tuszu ci się nie rozmazał? - zaczął się zastanawiać, na co Patrick wyjął lusterko i przejrzał się w nim, a wtedy Ed wpadł w niepohamowany śmiech. - Nabrałeś się, homosiu.
- Patricku, postaraj się zaakceptować fakt, że Andy maluje paznokcie. To ważne, aby wspierać naszych bliskich, nawet w chwilach, gdy coś nam się nie podoba. - odezwał się Charlie. Patrick tymczasem zmarszczył brwi.
- Jaki Andy? Teraz chodzę z Rafaelem. - powiedział, a reszta spojrzała na niego zaskoczona.
- O mój boże! Byliście moją ulubioną parą, co się stało? - zapytała Lacey, udając załamaną.
- Żartowałem. Wciąż jestem z Andy'm, chciałem zobaczyć wasze miny. Opłacało się, serio. Możesz się uspokoić Lacey. - powiedział Patrick, a dziewczyna machnęła nie dbale ręką.
- Ja też żartowałam. Będąc szczerą, mam to gdzieś. - odpowiedziała robiąc powazną minę. Patrick zmarszczył brwi, a zaraz potem ponownie spojrzał na Charlie'go.
- Andy to robi do pracy. Musi nosić czarne paznokcie bo ich szef uznał, że będą lepiej wyglądać, ale to nie zmienia faktu, że często zapomina ich zmyć, a mnie wstyd wyjść z nim gdziekolwiek, dlatego rzadko wychodzimy, a właściwie już wcale. - odparł Patrick.
- Serio, chciałbym, aby Tatiana malowała paznokcie na czarno. To rozwiązałoby wszystkie nasze problemy. - odezwał się Nolan, będąc złym, że tylko Patrick ma tak błahe problemy w związku, a on musi się uporać z prawdziwymi.
- No i co, że musiałeś założyć stój królika, to nie sprawia, że Tatiana jest wariatką. - starał się go pocieszyć Charlie.
- A potem kazała mi tańczyć do hitów lat 80 w tym stroju. - powiedział spuszczając głowę zawstydzony.
- Nie musiałeś tego robić, a to, że jesteś frajerem i nie umiesz odmówić to już inna sprawa. - powiedziała Lacey.
- Zagroziła, że mnie zabije. - odparł Nolan. - Boje się. Co mam robić?
- Zadzwonić na policje? - podpowiedział Charlie.
- Boje się, że mnie zabije. - rzekł Nolan, będąc naprawdę przerażonym.
- Jeżeli tego nie zrobisz, ona i tak może cię zabić, wiesz? - odparł Charlie.
- Nie zrobi tego pod jednym warunkiem. Że będę jej bezgranicznie słuchać. I robić wszystko co mi każe. - uśmiechnął się chłopak.
- W takim razie... - zaczął Ed odchrząkując. - Witaj w małżeństwie bracie.
- Dobra chyba skończyliśmy już sesje. - powiedziała Kate patrząc na zegarek.
- Czekaj. Jeszcze ci nie opowiedziałem jak przeleciałem Candy w zeszłym tygodniu. - odparł Charlie.
- Wydaje mi się, że nie chce o tym słuchać. - ucięła wstając. - Zresztą, całą godzinę opowiadałeś mi jak nieziemska była w łóżku Ashley.
- I dlatego musisz posluchać jeszcze o Candy. - odpowiedział mężczyzna. - To się łączy ze sobą zresztą.
- W jaki sposób? - Kate zmarszczyła brwi.
- Obie były blondynkami. I obie były nieziemskie w łóżku. - odpowiedział, a kobieta przewróciła oczami.
- Do zobaczenia. - powiedziała wskazując mu palcem na drzwi.
- Nie chcesz słuchać o moich nowych zdobyczach, bo jesteś zazdrosna. Przejrzałem cię. - rzekł Charlie stojąc naprzeciwko niej w drzwiach wyjściowych. Kate prychnęła pod nosem.
- Proszę cię. - powiedziała przeciągle. - Kto by chciał słuchać o panienkach, które zaliczyłeś? Chyba jakiś prawdziwy masochista. - mruknęła. - W każdym razie, jeżeli chciałbyś porozmawiać ze mną o swoim prawdziwym związku to jestem do usług.
- I nie czułabyś się dziwnie? - upewnił się.
- Oczywiście, że nie. Mam Ahmeda. -powiedziała tak pewnym tonem, że Charlie niemal jej uwierzył, ale zaraz potem zdał sobie sprawę, że Kate zna go lepiej niż on sam i łatwo jej przychodzi manipulowanie nim.
- A ja moją dziewczynę. - wypalil szybko, chcąc sprawdzić jej reakcję na tę nieoczekiwaną nowinę.
- Dziewczynę? - zdziwiła się. - Od kiedy? - założyła ręce na klatkę piersiową. - Jeszcze pięć minut temu chwaliłeś się swoimi umiejętnościami w łóżku z Candy i Ashley.
- Tak, to prawda, ale to dlatego, ponieważ nie chciałem, abyś czuła się źle albo nieswojo. - odparł. - Tak naprawdę tkwię w bardzo poważnym związku.
- Tkwisz? - roześmiała się. - A to ciekawe.
- Nie to miałem na myśli. Siedzę. Dobrowolnie. - powiedział. Kate pokręciła głową, nie mogąc w to uwierzyć.
- I jak twoja wybranka się zwie? Fake girlfriend?- zakpiła. Charlie zaczął intensywnie myśleć, żadne sensowne imię nie przychodziło mu do glowy, a przynajmniej nie takie, w które Kate by uwierzyła. Od razu wywęszyła by podstęp.
- Jen. - odpowiedział szybko.
- Jen? - zmarszczyła brwi. - Jak twoja była żona?
Charlie dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego.
- Taak, owszem. Tak jak moja była żona. - potwierdził kiwając głową. - Postanowiliśmy do siebie wrócić.
- Naprawdę? - Kate nie była pewna czy mu wierzyć. Z jednej strony dlaczego miałby kłamać? A z drugiej w końcu to Charlie! On zawsze ma jakiś powód.
- A co? Nie możemy? To zabronione? Powrót do swoich byłych żon? - również skrzyżował ręce.
- Nie. Po prostu jestem zaskoczona, to wszystko. - odparła. - Ciekawe czy ona o tym wie. - mruknęła do siebie, ale na tyle głośno, ze Charlie ją uslyszał.
- Co?
- Nie, nic. - odpowiedziała i machnęła nie dbale ręką. - Po prostu zastanawiałam się czy Jennifer wie, że jesteście razem.
- Oczywiście, że wie! - oburzył się Charlie.
- Tak? I gdybym teraz do niej zadzwoniła to potwierdziłaby wasz związek? - spytała Kate.
- Jasnee. - odpowiedział, ale w jego głosie można było wyczuć nie pewność. - Ale nie masz do niej numeru, prawda? - upewnił się.
- Nie. - potwierdziła mrużąc oczy. - Niestety nie mam. - przyznała nie chętnie.
- Uff. - mruknął Charlie. - Więc będziesz musiała mi zaufać.
- Chyba, że... - zaczęła Kate. - Spotkamy się na podwójnej randce.
- Okej, ja przyjdę z Jen, a ty?
Kate spojrzała na niego jak na ostatniego idiotę na ziemi.
- Z Ahmedem! - wykrzyczała wręcz jego imię. - Moim narzeczonym, pamiętasz?!
- A fakt. Sorry zapomniałem. - odpowiedział udając zawstydzonego.
- Do zobaczenia jutro na kolacji. - powiedziała z wrednym uśmieszkiem na twarzy.
- Zobaczymy kto będzie się śmiał ostatni. - odparł Charlie, a kiedy wyszedł zaczął się zastanawiać jakim cudem ma przekonać Jennifer, aby udawała, że do siebie wrócili?
*
Charlie przyszedł do Jen z ciasteczkami, miał nadzieje, ze to w jakiś sposób ją udobrucha i przekona, aby jednak udawała, jego dziewczynę. Gdy kobieta mu otworzyła, zmarszczyła brwi.
- Heeej Jen. Ślicznie wyglądasz. - powiedział wchodząc do środka.
- Co ćpałeś? - zapytała zamykając za nim drzwi.
- Nie mogę powiedzieć ci komplementu? - zdziwił się. - A szkoda, bo naprawdę promieniejesz. Jakbyś była w ciąży.
Jennifer założyła obie dłonie po swoich bokach.
- Sugerujesz, że jestem gruba? - spytała.
- Co? Nie! Skądże. Ja po prostu porównałem cię do kobiety w ciąży, to wszystko. Skąd pomysl, że coś sugeruje? - zapytał zaskoczony.
- Niech ci będzie. - westchnęła. - Te ciastka są dla mnie? - spytała, a Charlie kiwnął głową, podając jej. - To dobrze, bo jestem głodna.
- Smacznego.
- Okej, a teraz gadaj czego chcesz? - zapytała stanowczo.
- Ja? Niczego. - odpowiedział udając oburzenie. - Jestem miły dla mojej ex to wszystko.
- Mhm, jasne, czyli czego chcesz? - spytała zajadając się ciastkami.
- No dobra, może miałaś rację i czegoś chcę. - odparł siadając obok niej na kanapie. - Musimy do siebie wrócić.
Jennifer parsknęła.
- Słucham? Widziałeś siebie w lustrze? Nie wrócę do czegoś takiego. - powiedziała. - Twoją jedyną zaletą jest fakt, że dobrze gotujesz.
- Dzięki, ale to ciastka kupne. - odpowiedział wskazując na nie.
- Widzisz? Jak zwykle próbujesz mnie oszukac i zmanipulować. Dlatego wzięliśmy rozwód. - powiedziała.
- Myślałem, że z powodu moich zdrad. - rzekł biorąc do ręki jedno z ciastek.
- A czy jedno nie równa się drugiemu? - odparła jakby to była oczywistość. - Dobra Charlie, mów czego chcesz, bo zaraz przychodzi masażystka.
- Masuje cie? - zdziwił się.
- Wyobraź sobie, że mam swoje potrzeby! - odpowiedziała oburzona, że Charlie mógł pomyśleć coś innego. - Po za tym coś mnie boli w krzyżu i boje się, że raz mogę nie wstać z łóżka i zostanę tam na wieki.
- Okeej, widzę, że wrażeń w twoim życiu nie brakuje. - mruknął do siebie. - I tak jak mówiłem, musimy do siebie wrócić.
- Za 3 miliony. - powiedziała, będąc pewną, że na to Charlie nie przysta.
- Zgoda. - rzekł kiwając głową.
- Serio dysponujesz taką kasą? - zapytała.
- Nie, ale ważne, abyś ty tak myślała. - powiedział z uśmiechem. - A tak na poważnie, chodzi mi o udawanie związku przez jeden wieczór. To wszystko. Potem już nigdy więcej nie zobaczysz mnie w swoim życiu.
- Wychowujemy razem córkę, pamiętasz? - zapytała Jen. - Chcę chociaż zobaczyć twoje alimenty. - dodała.
- Trochę przedobrzyłem z tym "nigdy mnie nie zobaczysz w swoim życiu", ale naprawdę to bardzo dla mnie ważne, abyś udawała moją dziewczynę. Proszę. Jen jesteś moją jedyną nadzieją. Jedynym płomykiem...
- Dobra, daruj sobie. - machnęła nie dbale ręką. - Zrobię to pod warunkiem, że przejedziesz Seana.
Charlie zakrztusił się jedzonym ciastkiem.
- Możesz powtórzyć? - poprosił.
- Masz przejechac Seana. Jeśli połamujesz mu przy tym wszystkie kości nie pogniewam się. - powiedziała poważnym tonem. Charlie nie wiedział, co o tym sądzisz. Poczuł, że przerażenie ogarnia całe jego ciało.
- Jen czy ty zdajesz sobie sprawę o co mnie prosisz? - spytał.
- Tak o przejechanie Seana. - odpowiedziała.
- To mój przyjaciel! Nie mogę tego zrobić! - krzyknął oburzony.
- Ty gnido. Sean mnie zdradził a ty się z nim przyjaźnisz?
- Jesteśmy po rozwodzie!
- W sumie racja. - odparła. - Czyli co? Przejedziesz Seana czy nie?
- No raczej nie! - powiedział podniesionym tonem.
- Więc nie będę udawała twojej dziewczyny.
Charlie ciężko westchnął. Stanął przed trudnym wyborem. Albo przejedzie swojego przyjaciela, albo zbłaźni się przed Kate i da jej wygrać. Nie mógl do tego dopuścić! Potrafiła być naprawdę wredna, a Seana nie musi przejechać z całą siłą. Może lekko go trącić.
- Zgoda. - rzekł.
- Naprawdę? - zdziwiła się Jen. - Wow, okej.
- Przystaje na twoją chorą propozycję. - odpowiedział.
- Chore to było to, co zrobił mi Sean. - powiedziała.
- Codziennie ludzie się zdradzają, to co zrobił ci Sean było normalne. - odparł.
- Dla ciebie. Oszuście. - mruknęła pod nosem.
*
Tymczasem Nolan siedział ze swoją dziewczyną i oglądał telewizję. Tatiana nagle spojrzała na niego i powiedziała kokieteryjnym głosem:
- Chcę, abyś coś dla mnie zrobił.
- Tak? - odpowiedział przerażonym tonem, bojąc się tego, czego może chcieć.
- Chcę, żebyś założył moje stringi. - powiedziała to tak beztroskim tonem, że Nolan otworzył szeroko oczy. Bał się swojej własnej dziewczyny, to nie było normalne.
- Co? - jęknął.
- I zatańcz w nich przede mną.
- Może o tym nie wiesz, ale jestem bardzo nieśmiały w tych sprawach. - powiedział zawstydzony.
- To się upal. - odparła wzruszając bezproblemowo ramionami.
- O czym ty mówisz?
- Wiem, że palisz trawkę. - powiedziała Tatiana jeżdżąc swoją ręką po jego klatce piersiowej. - Nie musisz się tego wstydzić. Byłam kiedyś uzależniona, ale wyszłam z tego.
- Naprawdę? - zdziwił się chłopak. - A to ciekawe. - dodał pod nosem.
- To jak? Zatańczysz? - zatrzepotała kokieteryjnie rzęsami, a Nolan czuł jak poci się ze stresu.
- A jeśli tego nie zrobię?
- Wtedy porozmawiamy inaczej. - powiedziała uśmiechając się słodko. - Już nie tak miło.
- Okej, prośba królowej jest moim rozkazem. - westchnął Nolan wstając z kanapy. - Boże, proszę, pomóż. - uniósł głowę do góry, idąc do sypialni.
*
Tymczasem Charlie czekał na Seana przy swoim samochodzie. Gdy w końcu go zobaczył, Sean zmarszczyl brwi, mówiąc:
- Dlaczego chciałeś się spotkać akurat tutaj?
- Nie będe owijał w bawełnę, muszę cię przejechać. - odpowiedział Charlie. Sean parsknął śmiechem, uważając to za żart, gdy jednak pojął, że to prawda otworzył szeroko oczy.
- Naćpałeś się?
- Dlaczego wszyscy mnie o to pytają?! - oburzył się. - To Nolan ćpa, nie ja.
- Nie dziwię się tym "innym osobą" skoro im również mówiłeś o przejechaniu ich. - powiedział.
- To nie mój pomysł, ale Jen. - odpowiedział.
- Słucham? Jen kazała ci mnie przejechać, a ty się zgodziłeś? Co z ciebie za przyjaciel? Powiem inaczej: co z ciebie za człowiek! - oburzył się.
- Normalny! Jen musi udawać, że do siebie wróciliśmy przed Kate i Ahmedem, a nie zrobi tego dopóki nie przejadę cię.
- To chore. - odparł Sean.
- Chore to było to, co jej zrobiłeś. - powiedział Charlie.
- Wszyscy siebie zdradzają! To normalne w związkach. - odparł mężczyzna.
- Powiedz to Jordan.
- Hej! Nie zdradziłem nigdy Jordan.
- Jeszcze. - mruknął Charlie, a gdy Sean rzucił mu mordercze spojrzenie zmienił temat: - Po prostu połóż się naprzeciwko mojego samochodu i udawaj zwichnięcie nogi. Jennifer powinna się nabrać.
- Niech ci będzie. - westchnął. - Chociaż ja jestem dobrym przyjacielem.
- Który zdradził moją ex żonę. - dodał Charlie.
- Właśnie twoją ex żonę, nie ciebie. - powiedział Sean.
- Okej powiem inaczej: matkę mojej córki.
- To już brzmi lepiej. - odparł mężczyzna i położył się na drodze, a Charlie wyjął telefon.
- Krzycz, udaj, że jesteś obolały. - powiedział, a Sean przewrócił oczami i zaczął się drzeć, trzymając się za nogę. Charlie zrobił parę zdjęć i wysłał je Jennifer. - Okej, zrobione.
- Dlaczego zrobiłeś kilka, a nie jedno? - zapytał otrzepując się.
- Musze mieć coś, czym będę cię szantażował. - odpowiedział uśmiechając się.
*
Nolan siedział w barze, bojąc się wrócić do domu, gdyż tam czekała na niego Tatiana. Wiedział, że nie powinien wiązać się z Rosjanką, ale wtedy o tym nie myślał. Nagle do baru weszła Lacey w krótkiej sukience.
- Hej Lacey. Co tu robisz? - zapytał Nolan.
- Przyszłam się napić. - odpowiedziała siadając na krzesełku barowym. - Zaraz idę do klubu. - dodała. - A ty? Nie powinieneś być z Tatianą?
- Szczerze mówiąc: boje się jej. - przyznał chłopak. Lacey przewróciła oczami.
- To z nią zerwij. Proste.
- Nie mogę. Zabije mnie. - odpowiedział.
- Tylko tak powiedziała, abyś jej nie rzucił. Nie zrobi tego. - starała się go przekonac dziewczyna, jednak Nolan nie był tego wcale taki pewien.
- Zrobi. Czuje to. - jęknął Nolan. - O boże, chyba słysze jak dzwoni.
- Uspokój się idioto. To mój telefon. - odpowiedziała Lacey i wyjęła swoją komórkę z torby. - Tak? Mhm, okej. Spoko. - po tych słowach schowała z powrotem telefon do torby i powiedziała: - Mój facet nie przyjdzie, ale spoko. Odstrzele mu jaja przy najbliższej okazji. - dodała. - Mam więc wolny wieczór, więc mogę poudawać przed "Tatianą" wściekłą ex.
- Naprawdę? Zrobiłabyś to dla mnie? - Nolan nie mógl uwierzyć w swoje szczęście.
- Jasne. Ale nie wyobrażaj sobie za wiele. - odparła Lacey.
- Nie będę. Przyrzekam. - zapewnił ją chłopak. - O boże, ona mnie kocha. - powiedział do siebie.
*
Tymczasem Charlie pokazał Jennifer zdjęcie Seana, którego rzekomo przejechał.
- O boże. Nie sądziłam, ze zrobisz to naprawdę. Jesteś nienormalny. - powiedziała zaskoczona, że jej były rzeczywiście to zrobił.
- Więc po co to powiedziałaś? - spytał.
- Wyszłabym na frajerkę gdybym zgodziła się za nic. Ale fakt, że przejechałeś swojego przyjaciela... mój boże, jesteś chory. - powiedziała nadal nie mogąc w to uwierzyć.
- Cholera. - mruknął Charlie. - Ale chociaż mam czym go szantażować. - dodał.
- Ty jego? To ty to przejechałeś. - przypomniała mu.
- Ta, nasza przyjaźń jest dziwna. - odparł. - A teraz szykuj się. Kate i Ahmed czekają. - powiedział zacierając ręce na samą myśl.
*
Kiedy Patrick wszedł do salonu, Andy siedział na kanapie i malował paznokcie. Był zły, że kolejny raz będzie musiał widzieć go "umalowanego". Wiedział, że takie wymogi w jego pracy, ale nie podobało mu się to.
- Andy, wiesz, że jesteś moim słoneczkiem, prawda? - zapytał Patrick podchodząc do niego bliżej i siadając na kanapie.
- Właściwie to nie wiedziałem, ponieważ nigdy mnie tak nie nazywasz, ale załóżmy, że wiedziałem. - odpowiedział i powrócił do malowania paznokci. Patrick wziął głęboki oddech. Ciężko mu było o tym mówić, gdyż nie chciał ranić jego uczuć.
- Nie uważasz jednak, że to przesada? - zapytał wskazując ruchem głowy na jego paznokcie.
- Przesada pod jakim względem? - zdziwił się. - Jestem gejem, u mnie nic nie jest przesadą. - dodał. Patrick kiwnął głową.
- Okej, więc mówisz, ze za to jest odpowiedzialny twój szef, tak? - spytał, a Andy kiwnął niepewnie głową.
- Okej. - powiedział kiwając. - Słuchaj Andy, muszę gdzieś pójść. Nie czekaj z kolacją. - dodał i czym prędzej wyszedł ze swojego mieszkania, pozostawiając zdziwionego chłopaka samego.
*
Tymczasem Lacey i Nolan przyszli do jego mieszkania, gdzie cały czas siedziała Tatiana. Pierwsza weszła dziewczyna udajac niesamowicie wściekłą.
- Gdzie ona jest?! No gdzie?! - darła się.
- Lacey uspokój się. - powiedział Nolan. - To nie tak jak myślisz.
- A jak?! - odkrzyknęła. - Bzykacie się, żeby mi zrobić przyjemność?! - spojrzała na Nolana z wyrzutem. - O mój boże! Nie było ładniejszych? - spytała patrząc na Tatiane, która wstała gwałtownie z kanapy.
- Kto to jest? - zapytała Nolana.
- Jego ex. - odpowiedziała za niego Lacey. - Ale nie
długo do siebie wrócimy. Czuje to. A ciebie nie powinno tutaj być. Od dziś to
moje i Nolana mieszkanie. Zmiataj szmato, albo ci odstrzele jaja.
- Nie mam jaj. - powiedziała Tatiana.
- Więc odstrzele ci to, co tam masz. - odpowiedziała
Lacey. - No już, do zobaczenia suko na zawsze. - mówiąc to pomachała jej.
- Ona jest jakaś nienormalna, Nolan zrób coś. -
powiedziała do niego Tatiana, a on wzruszył ramionami. - Wiedziałam, ze jesteś
babą, ale że aż taką? - z tymi słowami wyszła z jego mieszkania, trzaskając
drzwiami. On i Lacey przybili sobie piątki.
- To było świetne! - pochwalił ją chłopak.
- Cóż, czasami opłaca się być sobą. - powiedziała
dziewczyna odgarniając włosy.
- Aż prawie ci uwierzyłem kiedy mówiłaś, że od dziś to
nasze mieszkanie. - powiedział Nolan.
- Hej, nie zapędzaj się tak. Pomogłam ci, ale pierwszy i
ostatni raz, jasne? - powiedziała stanowczym tonem.
- Jasne. - przytaknął chłopak.
- Albo do czasu kiedy kolejny raz wpakujesz się w
kłopoty. - sprostowała po chwili.
*
Patrick poszedł do restauracji w której pracuje Andy.
Musiał rozprawić się z jego szefem, gdyż był pewien,że nie długo szlak go
trafi, jeżeli jego chłopak nadal będzie malował paznokcie.
- Pan Anderson? - zapytał, widząc dostojnego mężczyzne w
garniturze.
- Tak to ja, o co chodzi? - zapytał.
- Rozbija pan związki. - odpowiedział zakładając ręce na
klatkę piersiową.
- Jesteś chłopakiem Jessici? To było tylko raz, w dodatku
nic nie znaczył! - bronił się Anderson.
- Jestem chłopakiem Andy'ego. - odpowiedział poważnym
tonem.
- Nah, z Andy'm nie spałem. Nie musisz się martwić. -
powiedział oddychając z ulgą. Patrick nadal mierzył go zimnym spojrzeniem.
- Wiem, że nie spałeś. Jestem tu w innej sprawie.
- W sprawie małego Jacka? To nie jest prawda to, co mówi.
Małe dzieci zazwyczaj kłamią. - bronił się Anderson.
- Nie jestem niczym ojcem. - odpowiedział podnosząc lekko
ton. - Po za tym jeszcze chwila, a będę musiał zadzwonić na policje. - dodał.
- Ugh, policja mnie nie lubi. - rzekł kręcąc głową. -
Więc w jakiej sprawie przyszedłeś chłopcze?
- W sprawie paznokci. - odparł.
- Paznokci? - zdziwił się.
- Tak, paznokci. - potwierdził. - A wlaściwie malowania
paznokci. Mój chłopak codziennie musi je malować do pracy, a ja mam tego dość.
Nie zerwę z nim z tego powodu, ale jestem pewien, że wpadnę w depresję. -
dodał.
- Jeżeli chce to robić, to...
- Właśnie o to chodzi, że nie chce, ale pan mu każe!
Anderson zmarszczył brwi.
- Wcale nie. Nie ma takich wymogów.
- Jak to? - Patrick już nic z tego nie rozumiał.
- Tak to. To znaczy, że twój chłopak lubi takie fetysze.
- powiedział cichocząc pod nosem, a Patrick byl zły, że Andy go okłamał.
*
Charlie czekał z Jennifer na Kate i Ahmeda, mieli się tu
pojawić lada chwila. Charlie strasznie się denerwował, jeszcze nigdy nie miał
takiego stresa. Jakież więc było jego zdziwienie, kiedy pojawił się sam Ahmed!
- Gdzie Kate? - zapytał Charlie.
- Nie mogła przyjść. - odpowiedział mężczyzna.
- Aha, wiedziałem! Jest zazdrosna! Wygrałem. - powiedział
dumny z siebie.
- Jest chora, ma 40 - stopniową gorączkę. - wyjaśnił
Ahmed.
- To żadne wytłumaczenie. - stwierdził Charlie.
- Ale kazała mi całe spotkanie nagrywać kamerką, więc
jeśli pozwolicie. - rzekł mężczyzna i włączył kamerę w telefonie. - Więc jak to
się stało, że do siebie wróciliście?- zapytał.
- Przejechałem samochodem jej byłego, a potem to jakoś
samo się potoczyło. - odparl Charlie, a Ahmed spojrzał na niego jak na idiotę.
- No co? Powiedziała, że inaczej się ze mną nie umówi!
- Tak, to prawda. - westchnęła Jennifer. - Nie jestem
łatwą sztuką do zdobycia.
*
Patrick wszedł do domu trzaskając drzwiami. Był wściekły.
Andy akurat przyniósł do salonu talerz z kanapkami, widząc minę Patricka
zmarszczył brwi.
- Mogę zrobić inne. - powiedział.
- Nie chodzi o kanapki. - odpowiedział chłopak. - Chodzi
o to, że mnie okłamałeś.
- W jakiej sprawie? - zdziwił się Andy.
- W sprawie lakieru do paznokci! - wykrzyknął Patrick. -
I wiem, że to brzmi głupio, ale chodzi o sam fakt, że to zrobiłeś. - dodał. -
Myślałem, że nigdy byś mnie nie okłamał, a jednak. Czuje się z tym źle i mam ochotę
o tym porozmawiać z przyjacielem, ale nie mogę, bo ty jesteś moim jedynym
przyjacielem. - powiedział i usiadł na kanapie załamany. Andy zajął miejsce
obok niego i położył rękę na jego plecach.
- Nie okłamał bym cię umyślnie. - rzekł chłopak.
- Jasne. - mruknął. - A gadanie, że malowanie paznokci to
wymóg w twojej pracy to nie umyślne kłamstwo?
- W porządku. Nigdy nie okłamał bym cię umyślnie w złej
sprawie, ale tu chodziło o twoje dobro.
- W jaki sposób kłamanie o twojej pracy miałoby mi pomóc?
- zapytał Patrick, patrząc na swojego chłopaka.
- A darmowe bony
na spa, siłownie i joge? Myślałeś, ze dostaje je za darmo? - powiedział Andy,
rzucając mu jednoznaczne spojrzenie.
- Szczerze mówiąc to tak, tak właśnie myślałem. -
odpowiedział Patrick.
- Dostaje je, bo robie to, co szef mi każe. - odparł
chłopak. - Oczywiście nie robię nic, co miałoby cię zranić. Nie jestem Jessicą.
- Taak, słyszałem już o tej szmacie. - mruknąl Patrick.
- Po prostu... - westchnął Andy. - Szef ma fetysz na
czarne paznokcie i uważa, że jestem w nich uroczy, więc kiedy mnie widzi to
poprawia mu się humor i dostaje darmowe bony. Właściwie to nie lubię nawet
malować paznokci, męczy mnie to, ale za każdym razem kiedy widzę twoj uśmiech
wiem, że warto. - powiedział chłopak, a Patrick był w tym momencie na siebie
strasznie wściekły. Jak mógł pomyśleć, ze Andy robi to dla siebie? Przecież on
go tak bardzo kocha.
- Masz najgorszego chłopaka na świecie. - stwierdził
Patrick. - Czuje się okropnie.
- Nie powinieneś. Skąd miałeś wiedzieć? - rzekł Andy
wzruszając ramionami.
- Ale już sam fakt, że nie chciałem zaakceptować twoich
wyborów stawia mnie w złym swietle. - powiedział. - I wiesz co? Nie maluj już
paznokci. Nie obchodzą mnie darmowe bony, obchodzisz mnie ty. - dodał i
pocałował Andy'ego. - Ale... jeżeli takowe kiedyś dostaniesz, nie pogniewam
się, jeżeli mi je dasz. - rzekł w przerwie między pocałunkami.
*
Tymczasem Charlie nagrywał się Kate na sekretarkę.
- Kate, jeżeli tego słuchasz to wiedz, że jestem na
ciebie mega wściekły. I to w tym negatywnym sensie. Przez cały wieczór musiałem
rozmawiać z Ahmedem o moim związku z Jennifer i będąc przy tym nagrywanym. To
uwłaczające. A ty co? Pewnie zdychasz z bólu i śmiejesz się przez łzy oglądając
to nagranie, huh? Jeżeli tak, to wiedz, że jestem z Jen bardzo szczęśliwy. I
nic nas nie rozdzieli. Będziemy razem na zawsze. Słyszysz? Na zawsze. -
powtórzył chodząc po pokoju w te i we w te. - No dobra, może nie na zawsze,
znasz mnie. Ale na pewno na bardzo długo. To wszystko co miałem ci powiedzenia.
A ty sobie tam cierp, pa.- powiedział i rozłączył się.
- Już? Skończyłeś nagrywać Kate wiadomość? - zapytał Sean
wchodząc do jego pokoju.
- Nie nagrywałem jej wiadomości.
- Proszę cię. Słychać cię przed drzwiami wejściowymi. -
odpowiedział.dpowiedział. - A teraz chodź na piwo.
- Okej.Ale nadal nie nagrywałem wiadomości do Kate. -
upierał się Charlie.
- W porządku p Jak uważasz. - rzekł schodząc po schodach.
- Hej, czy to nie dźwięk przychodzącej wiadomości na pocztę głosową? - zaczął
się zastanawiać, a Charlie szybko wyjął swój telefon. - Mam cię. - roześmiał
się Sean.
