- Hej, są prawdziwe! - oburzyła się dziewczyna. - Chcesz dotknąć?
- Ja chcę! - zgłosił się Nolan, podnosząc rękę.
- Chyba śnisz, one są moje. - powiedziała Lacey dotykając swojego biustu, jakby go broniła przed Nolanem.
- Naprawdę nie mogę? Miałem okropny dzień w pracy. - jęknął.
- Co się stało? - zapytał Charlie, otwierając piwo i wziął porządnego łyka z butelki. Nolan westchnął. - Zwolnili mnie. - poskarżył się.
- Za co? - zapytał terapeuta.
- Odkryli marihuane, którą chowałem w limuzynie. - odpowiedział spuszczając głowę.
- Cóż, to poważny zarzut. - stwierdził Charlie. - Dlaczego chowałeś tam marihuane?
- Bo myślałem, że nikt nie przeszukuje limuzyny! - krzyknął Nolan. - Okazało się, że robią to przy czyszczeniu. - dodał kręcąc głową. - Dacie wiarę?
- Nigdy w życiu. - powiedział sarkastycznie Patrick, ale Nolan był zbyt głupi, aby się połapać.
- I co ja teraz zrobię bez pracy? Za co będę żyć i gdzie będę chował moją marihuane? - jęknął.
- Pozwól, że nie zapytam, co jest dla ciebie ważniejsze, pieniądze czy miejsce do chowania marihuany. - powiedział Charlie. - Gdyż myślę, że doskonale znamy odpowiedź. - dodał, rzucając jednoznaczne spojrzenia reszcie grupy, a oni kiwnęli głowami. - Ale nie martw się, myślę, że mogę ci pomóc.
- Naprawdę? - oczy Nolana pojaśniały. - W jaki sposób?
- Pójdę tam i spróbuje przekonać twoich pracodawców do dania ci drugiej szansy. - odpowiedział Charlie, jakby to było oczywiste.
- Spróbujesz ich zaszantażować, prawda? - odezwał się Patrick.
- Tylko najgorszym wypadku. - wytłumaczył Charlie.
***
- Nie Sean, nie wybaczę ci! - powiedziała Jordan, wchodząc do kuchni Charlie'go, za nią szedł Sean. Charlie widząc ich zmarszczył brwi, ale starał się wrócić do czytania gazety. - Ale dlaczego? - zapytał.
- Bo nie. - odpowiedziała.
- To nie jest odpowiedź. - powiedział Sean.
- Tak? Więc dlaczego właśnie tak odpowiedziałam? - zapytała uśmiechając się zwycięsko.
- Zachowujesz się teraz jak jędza. - odparł mężczyzna i wyjął z lodówki zimne piwo.
- A ty jak dupek! - krzyknęła. - Mnie też wyjmij. - dodała, widząc, że Sean trzyma piwo. Mężczyzna posłuchał jej i podał również jej. - Dzięki. - powiedziała odbierając od niego alkohol.
- Dobra, na czym skończyliśmy? - spytał odwracając się w jej stronę. - Bo już zapomniałem z tego wszystkiego.
- Z jakiego "tego wszystkiego"? - zapytała z urazą w głosie.
- No wiesz, najpierw wyjąłem sobie piwo, potem ty też chciałaś, a potem pogubiłem się. - wyjaśnił, na co Jordan przewróciła oczami.
- Ty chyba sobie kpisz. - powiedziała ze złością w głosie.
- Ja tu jestem. - przypomniał im Charlie o swojej obecności.
- Wiemy. - odpowiedzieli chórem.
- Tak tylko przypominam. - odparł Charlie.
- Dobra, ja idę do domu, a ty przemyśl swoje zachowanie. - powiedziała Jordan i wyszła trzaskając drzwiami. Dopiero wtedy Charlie odłożył gazetę i spojrzał na swojego kumpla.
- O co jej chodziło? - zapytał.
- Sam nie wiem. - odpowiedział Sean wzruszając ramionami. - Od rana chodzi zła jak osa i drze się na mnie. Po minucie przestałem jej słuchać.
- Brawo, bracie. I w ten oto sposób dowiedziałeś się jak działa małżeństwo. - powiedział Charlie puszczając mu oczko.
- Woah, woah. Nawet nie jesteśmy zaręczeni. - odparł Sean podnosząc obie ręce do góry.
- Ale kiedyś będziecie, prawda? - spytał Goodson, patrząc na niego nie pewnie.
- Zgrywasz się, tak?
Charlie jeszcze przez chwilę na niego patrzył pytająco, aż w końcu roześmiał się.
- Jasne, że tak. A co myślałeś?
- Dzięki Bogu, już się wystraszyłem.
- By the way, przeszukałem cały internet i nie było żadnej wzmianki o Ahmedzie. - powiedział Charlie.
- Dziwisz się? Na pewno to nic nie znaczący dla świata hindus. - odpowiedział Sean popijając piwo i usiadł obok swojego przyjaciela.
- Albo... - zaczął Charlie. - To nie jest jego prawdziwe imię. Kate na pewno kazała mu kłamać, bo wiedziała, że będę szukał go w sieci. - dodał.
- I co? Będziesz sprawdzał wszystkich hinduskich aktorów w sieci? - zakpił Sean.
- O tym nie pomyślałem, ale to dobry pomysł. - pochwalił go. - Dzięki, Sean.
- Charlie, uważam, że świrujesz. Kate jest szczęśliwa, a ty nie chcesz tego zaakceptować. To się nazywa brak tolerancji dla nowych miłości naszych ex. - powiedział. Charlie zmarszczył brwi.
- O czym ty kurwa mówisz? - zapytał patrząc na niego pytająco.
- Nie mam pojęcia. Ale myślałem, że może coś takiego istnieje. - powiedział pociągając kolejny łyk piwa.
- O nie. - Charlie spojrzał na zegarek, który miał na ręce. - Muszę jeszcze pomóc Nolanowi odzyskać pracę. Ale to później. Najpierw wskoczę do Kate.
- Charlie. - Sean przewrócił oczami. - Nie odzyskasz jej.
- Naprawdę po tych wszystkich la... miesiącach przyjaźni jeszcze się nie połapałeś z jaką łatwością umiem owijać sobie kobiety w okół palca? - zapytał kierując się w stronę drzwi.
- "Kobiety", ale nie Kate. - westchnął.
- Tak wiem, jest cyborgiem bez uczuć to może być trudne. - odpowiedział mężczyzna i wyszedł ze swojego domu.
***
Kobieta przewróciła oczami. Siedziała na swoim fotelu i udawała, że coś pisze w notatkach.
- Nie Charlie, nie prześpię się z tobą. - odpowiedziała wzdychając.
- Nie to miałem na myśli. - wyjaśnił i machnął nie dbale dłonią. - To znaczy wiem, że to zrobisz, ale dopiero później. Na jakieś imprezie. Jak będziesz pijana i zła na Ahmeda.
- Za kogo ty mnie masz? - Kate odłożyła notatki i wstała ze swojego siedzenia, krzyżując ręce na klatce piersiowej. - Za jakąś tanią lalkę, która wskoczy ci do łóżka?
- Nie ująłbym tego, aż tak dosadnie, ale pomijając "tanią lalkę" to tak. - przytaknął.
Kate otworzyła szeroko usta, nie mogąc w to uwierzyć.
- O mój boże! Naprawdę masz mnie za tanią dziwkę! - krzyknęła, otwierając szeroko usta z oburzenia.
- Wcale nie. - sprzeciwił się. - Skąd ty w ogóle wytrzasnęłaś tą dziwkę? Mówiłaś przecież wcześniej o lalce.
- Charlie, nie prześpię się z tobą. Kocham Ahmeda i nic tego nie zmieni. Nawet twój penis. - powiedziała z poważną miną.
- Wcześniej dzięki niemu zmieniłabyś zdanie. - odpowiedział uśmiechając się szeroko. - Po za tym prosze cię, mówisz o tym wynajętym aktorze? Wszyscy wiedzą, że grywa w niskobudżetowych hinduskich filmach. W jednym grał nawet niewolnika.
- Wcale nie gra w niskobudżetowych filmach!
- Okej, więc może jego filmy nie mają wcale tak niskiego budżetu, ale... - zaczął, ale przerwała mu Kate.
- Wiesz co Charlie? Wyjdź. Nie mam ochoty na ciebie patrzeć. - powiedziała wskazując mu palcem na drzwi.
- Bo odkryłem prawdę?
- Bo jesteś irytujący! I doprowadzasz mnie do szału! - krzyknęła.
- To jeszcze nie koniec. Udowodnię, ze Ahmed grywa w niskobudżetowych filmach, a wtedy będziesz musiała się przyznać, że to nie jest twój narzeczony, ale wynajęty aktor.
- Powodzenia, psycholu. - mruknęła Kate siadając z powrotem na fotelu.
***
- O wróciłeś. - powiedziała Jordan, widząc jak Sean wchodzi do jej mieszkania. - Nic cię nie przejechało po drodze? - zapytała z ironią, krojąc coś na desce.
- O i siedzisz na mojej kanapie. Świetnie. - mruknęła, nadal zajęta krojeniem. Wtedy Sean na nią spojrzał.
- Serio, o co ci chodzi? Od rana zachowujesz się dziwnie, a ja nie mam pojęcia o co ci chodzi.
- Och, nie masz pojęcia? Hm, okej. - powiedziała, nawet na niego nie patrząc. - W takim razie nie ma sprawy.
- Naprawdę? - zdziwił się.
- Yup. - odpowiedziała.
- Super, dzięki. Co gotujesz? - zapytał patrząc w jej stronę.
- Kurczaka, którym mam nadzieje, że się udławisz. - powiedziała uśmiechając się do niego słodko. Wtedy Sean przewrócił oczami.
- Jordan, błagam. Jeżeli masz zamiar tak się zachowywać to wychodzę stąd. - powiedział wstając z kanapy. - Chcesz tego? Chcesz żebym wyszedł i poszedł do jakiegoś nędznego klubu?
Dziewczyna westchnęła i wyznała:
- Nie. Ale boli mnie fakt, że o tym zapomniałeś.
- O czym? - zmarszczył brwi.
- Właśnie o tym mówię! O niczym nie pamiętasz! Jak tak można? - jęknęła.
- Aaa, rozumiem. Sprawdzasz mnie czy dzisiaj coś jest, tak? A więc od razu mówię, nie masz dzisiaj żadnych urodzin, ani imienin, ani twoja matka też nie ma, ani twój ojciec. - powiedział dumny z siebie. - Inaczej mój telefon by mi o tym przypomniał! - dodał wyjmując go z kieszeni swoich spodni. - Cholera. - mruknął. - Rozładował się.
- Moje urodziny są raz w roku, naprawdę nie możesz o nich pamiętać? - zapytała. - Nigdy nie mogę świętować ich jak należy. Zawsze coś się w nie dzieje.
- Co na przykład?
- Nikt o nich nie pamięta! - wykrzyknęła i zaczęła płakać.
- Joordan, nie płacz, proszę. - powiedział Sean i podszedł do niej po czym ją przytulił.
- Myślałam, że chociaż ty jesteś wyjątkowy, ale myliłam się. - dziewczyna płakała dalej w jego ramię.
- Nie myliłaś się. - powiedział stanowczym tonem.
- Jak to? - Jordan przestała płakać i spojrzała Seanowi prosto w oczy.
- Zabieram cię na imprezę. - odpowiedział i wziął swoją dziewczynę na ręce.
- Sean, uważaj.
- Zabawimy się! - wykrzyknął.
- Ale pamiętasz, że nie mogę pić alkoholu, prawda?
- Eee, jaasnee. - odpowiedział, próbując nie patrzeć w oczy Jordan.
***
Charlie poszedł do pracy Nolana, chcąc przekonać jego szefa, aby dał mu drugą szanse. Mężczyzna siedział przy biurku i przeglądał jakieś papiery.
- Pan jest szefem Nolana? - zapytał Charlie.
- Tak, to ja, a pan kim jest? - spytał marszcząc brwi.
- Charlie Goodson, jego terapeuta. - odpowiedział. - Możemy porozmawiać?
- Nie, nie przyjmę go z powrotem.
- Nawet pan nie wie o czym chciałem z panem porozmawiać.
- Tak? Więc o czym?
- Niech pan przyjmie Nolana z powrotem.
Męzczyzna przewrócił oczami.
- W limuzynie którą prowadzi znaleziono marihuane. - odpowiedział. - To chyba wystarczający powód, aby go zwolnić, prawda?
- Niezupełnie. - odpowiedział siadając na krzesełku. - Tak się składa, że to była moja marihuana. Schowałem ją w limuzynie, Nolan nawet o tym nie wiedział. - wyjaśnił.
- Naprawdę? To była pana marihuana? I nie mówi pan tego, aby Nolan wrócił do pracy?
- Nie. - pokręcił głową Charlie. - Absolutnie nie.
Mężczyzna jeszcze przez chwilę mu się przyglądał, aż w końcu podniósł słuchawkę i powiedział:
- Halo? Policja? Chciałbym zgłosić nielegalne posiadanie marihuany.
Charlie otworzył szeroko oczy. Teraz się wkopał.
***
Terapeuta znajdował się w celi z dwoma osiłkami. Co jakiś czas rzucał im nie pewne spojrzenia, wyglądali na naprawdę groźnych. W końcu postanowił przełamac pierwsze lody:
- Znacie niejakiego Ahmeda?
Oboje popatrzyli na niego jak na idiotę, ale nie odpowiedzieli nic.
- Taki aktor, jest hindusem. Może znacie jakis film z jego udziałem? - zapytał. Osiłki nadal nie odpowiadały. - Rozumiem, że nie. - mruknął. - Szkoda. To nowy narzeczony mojej ex, chociaż nie jest jej narzeczonym naprawdę. To wynajęty aktor, a ja muszę to udowodnić. - stwierdził. Wtedy dwójka mężczyzn zaczęła się do niego zbliżać. Zacisnęli dłonie w pięść. Charlie otworzył szeroko oczy. - Znaczy, jeżeli wy uważacie, że jest inaczej to spoko. Nie mam nic przeciwko. - uniósł do góry obie dłonie. - Tylko proszę, nie zabijajcie mnie! - krzyknął.
- Charlie! - usłyszał czyjś głos.
- Nie, nie chcę umierać! Nie zaliczyłem jeszcze tylu kobiet! - jęknął.
- Charlie! - ponownie usłyszał znajomy głos.
- Czego? - odwrócił się w ową stronę i zobaczył Michaela.
- Michael? Jesteś murzynem. - powiedział.
- Ta i co z tego? - wzruszył ramionami.
- Przychodzenie do więzienia jako murzyn to jak samobójstwo. - wyjaśnił. - Powinieneś lepiej to przemyśleć.
- Hej, moja babcia jest czarna. Masz coś do nich? - odezwał się jeden z osiłków.
- Nie, nie. Gdzież by tam. - powiedział Charlie. - Błagam, zabierz mnie stąd. - zwrócił się do swojego przyjaciela.
- Po to tu jestem. Jesteś wolny. Wpłaciłem za ciebie kaucję. - odparł.
- Dziękuje. Jestem dłużny murzynom zwrot szacunku. - westchnął.
***
Michael i Charlie jechali razem w jego aucie.
- Dlaczego trafiłeś do więzenia? - zapytał.
- Przez Nolana. - wycedził przez zaciśnięte zęby.
- Tak, ale przez co konkretnie?
- Przyznałem się do przechowywania marihuany w jego samochodzie. - odpowiedział.
- Ta wiem, ale chciałem to usłyszec od siebie. - powiedział Michael przez śmiech.
- Co? - Charlie spojrzał na niego morderczym wzrokiem.
- Nolan zadzwonił do mnie i powiedział, że dzwonili do niego z pracy, że może wrócić. Dowiedział się, że przyznałeś się, iż przechowywałeś marihuane w jego limuzynie. Dzwonił wcześniej do Seana, ale nie odbierał, więc wykonał telefon do mnie. Swoją drogą to smutne, że nawet twoi pacjenci bardziej uważają Seana za twojego przyjaciela niż mnie. - westchnął.
- Michael, to nie tak... po prostu ostatnio...
- Zacząłeś traktować Seana bardziej jak przyjaciela? - zapytał.
- Nie chciałem być brutalny, ale jeśli mam być szczery to tak. - odpowiedział. - Michael, oczywiście nadal jesteś moim najlepszym przyjacielem. Znamy się od zawsze.Po za tym jesteś moim jedynym czarnym przyjacielem. - poklepał go po ramieniu.
- Co racja to racja. - odpowiedział. - Wróciła Kate.
- Tak wiem i ma narzeczonego, to znaczy wynajętego aktora.
- Co to znaczy? - zdziwił się.
- Długa historia. - odparł Charlie.
***
- Dzięki Charlie, że się za mną wstawiłeś. To wiele dla mnie znaczy. - powiedział Nolan na grupie.
- To był mój pierwszy i ostatni raz. - odpowiedział terapeuta.
- Nope, ale miałem miałe starcie z dwoma osiłkami. - przyznał.
- Starcie w sensie seksualnym? - spytał Patrick.
- Nie rozmawiam z wami. - powiedział Charlie.
- O, terapeuta któremu płacimy z nami nie rozmawia, jak miło. - odparła Lacey uśmiechając się.
- Ed,a ty mi nie dowalisz? - Charlie na niego spojrzał.
- Dlaczego mam ci dowalać? Bo żyjesz za nasze pieniądze, a w głównej mierze rozmawiamy o twoich problemach? - zapytał.
- Ha, ha bardzo zabawne. - mruknął. - A teraz serio, czy ktoś z was słyszał o Ahmedzie? Takim hinduskim aktorze?
- Po co ci to wiedzieć? - spytała Lacey.
- To nowy narzeczony Kate. - odpowiedział Charlie. - Ale ja wiem, że to wynajęty aktor.
- Cóż nie, nie słyszeliśmy o nim. - powiedział Nolan. - Shit, ale zachciało mi się jarać. - dodał.
- Pewnie wzięła jakiegoś małego znanego aktora. Przeklęta suka. - powiedział do siebie. - Ale już chyba mam pomysł co zrobić, aby znowu zaczęła ze mną sypiać.
- Dosypiesz jej ekstazy do drinka? - spytał Nolan.
- Nie, bo to byłoby... cóż, chore. - odparł. - Mam lepszy pomysł.
***
- Że jak? - zapytała Kate stojąc naprzeciwko Charlie'go, który siedział na kanapie w jej gabinecie.
- Tak, złotko. Znowu jesteś moją terapeutką. - odpowiedział dumny z siebie.
- To niemożliwe! Jak to?
- Z kim się przespałeś?!
- Z jedną taką, podobno była kimś ważnym. - odpowiedział. - Nic wielkiego. - przyznał.
- Jesteś chory! Powinieneś się leczyć! - krzyknęła.
- Leczę się. U ciebie. - powiedział z uśmiechem.
- Zemszczę się. - powiedziała wyciągając przed siebie palec.
- Czekam. - odparł wesoło. - U siebie w łóżku. - dodał wstając z kanapy i wyszedł, zanim poduszka którą Kate w niego rzuciła, trafiła w niego.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz